Gdy sobie przypomnę, kiedy pierwszy raz posadziłam bambus w ogródku, trochę kręcę głową z niedowierzania, że to już tyle. Było to aż w … 2007 roku. Tak, 11 lat temu. Nawet wiem dokładnie kiedy, bo robiłam zdjęcia. 11 lat temu, 15 marca 2007 roku. I wtedy zrobiłam to źle. To będzie dłuższa historia, ale z uniwersalnym morałem:)  Zapraszam do czytania!

Pierwsze bambusy przywiózł z Niemiec wujek Robert. Były to fargezje parasolowate w odmianach ‘Jumbo’, ‘Simba’ i ‘Bimbo’. Jumbo miała etykietkę z dużym kreskówkowym słoniem, Simba z młodym lwem, a Bimbo z małym słonikiem. I małego słonika wybraliśmy do posadzenia przed domem w roli żywopłotu, bo docelowo ten gatunek dorasta tylko do 1,5 m (dlatego słonik był mały 🙂

Dużo było ekscytacji, ciekawości i pracy, bo trzeba było wykopać rząd dołów pod rośliny. Było chłodno, ale bardzo chciałam już mieć bambusy posadzone, więc zupełnie na to nie patrzałam. Jakoś tak wyszło, że nie patrzałam też w jakim stanowisku ten bambus najlepiej rośnie. Mianowicie w cieniu i półcieniu. Dlaczego to takie ważne, zaraz zobaczycie.

Bambusy posadzone wzdłuż ogrodzenia szybko zazieleniły to miejsce. Wiosną i wczesnym latem wyglądały pięknie. Robiłam im o tej porze roku zawsze miliony zdjęć. Kiedy tylko zaczęło robić się już naprawdę ciepło, bambus zaczął wyglądać słabiej. Zwijał listki w rulony i chował świeżą groszkową zieleń przed naszymi oczami. Im goręcej było, tym bardziej szary się robił. Listki zaczęły schnąć i opadać, mimo obfitego podlewania. I tak co lato! Tylko wczesnym rankiem i wieczorem wyglądał nieco lepiej. Gdyby tego było mało, zimę też mocno odchorowywał i musiałam go przycinać do 1,2, czasem 1,3 wysokości, by usunąć martwe części. Początkowo nawet zastanawiałam się, czy przeżył. Wyglądał znów jak bambus koło połowy maja, czasem dopiero na początku czerwca. Skąd te wszystkie komplikacje? No właśnie, gdybym od razu dobrała bambus do stanowiska, a nie posadziła go gdzie mi się najbardziej podoba, byłoby zupełnie inaczej. Skąd o tym wiem? Też z doświadczenia. Już opowiadam.

błędy w uprawie bambusów stanowisko dla bambusa

Fargesia, która woli cień, posadzona w słońcu zwija listki.

Biedny Bimbo męczył się w pełnym słońcu, dosłownie na patelni przez 7 lat. Po 3 latach byłam już pewna, że nie nadaje się na to stanowisko, ale wiecie, szewc bez butów chodzi i zanim faktycznie zabraliśmy się do wymiany gatunku minęło trochę czasu. Cały czas jeszcze z tyłu głowy miałam nadzieję, że może jednak się przyzwyczai. Ale nie, minęło 7 lat i co roku było tak samo.

stanowisko dla bambusa

Smutny to widok – bambus posadzony w złym miejscu rośnie po prostu słabo.

W końcu nadeszła ta chwila, kiedy Bimbo został wykopany i na jego miejsce posadziliśmy gatunek, który słońce uwielbia. Nie zwija listków, ma je pięknie świeżo zielone, opala na nim swoje osłonki łodygowe na rudo i oczywiście też nie potrzebuje bariery korzeniowej. Żadna fargesia jej nie potrzebuje (w przeciwnieństwie do phyllostachysów, bambusów drzewiastych).

Zatem na to słoneczne stanowisko posadziłam inny bambus – fargezję rozłożystą, nazywaną też rdzawą. Jej łacińska nazwa to fargesia rufa. Ekscytacja była tym większa, że jest składnikiem diety pandy wielkiej! Aczkolwiek, w tej roli u nas się nie przyda 🙂

stanowisko dla bambusa

Po lewej widać jeszcze kawałek fargesii parasolowatej ‘Bimbo’, którą zamieniłam na fargezję rdzawą (w środku i po prawej).

I ten gatunek bambusa to był strzał w dziesiątkę. Wygląda pięknie cały rok, rośnie świetnie. Po zimie już wczesną wiosną jest dekoracyjny, a w zasadzie też całą zimę, bo jego liście pozostają zielone naprawde bardzo długo. Czubki przemarzają koło lutego, jeśli jest sucho i mroźnie.Cały sezon nic tylko cieszę się z tego wyboru.

Na koniec aż pokuszę się o porównanie – różnica w między nimi jest jak między kawą mieloną zalaną wrzątkiem, a przygotowaną w kawiarni na placu świętego Marka z widokiem na bazylikę i podaną z odrobiną śmietanki przez przystojnego kelnera. No może nie aż taka, ale wiecie, ZNACZĄCA.

Tutaj zdjęcie fargezji rozłożystej zrobione tej zimy. Prawda, że to kawa w Wenecji?

stanowisko dla bambusa

Bambus posadzony w dobrym miejscu, nawet zimą może wyglądać nieźle 🙂

Dlatego jeśli planujesz zakup bambusów (lub jakichkolwiek innych roślin):

  1. Zrób research. Rekonesans. Daj sobie czas i poszukaj osób z własnym doświadczeniem (teoretyków od wszelkich tematów wszędzie jest wielu, ale o rzetelne informacje wcale nie tak trudno). Jeśli szukasz porad na temat bambusów lub zastanawiasz się, czy np. rosną we Wrocławiu, zapraszam Cię do naszej bambusowej grupy na Facebooku. Rozmawiają tu pasjonaci, praktycy, specjaliści i po prostu miłośnicy tych roślin. Jeśli uważają coś za dobry pomysł, powiedzą, jeśli za średni – też dają znać:)
  2. Nie kupuj na hurra, bo może się okazać, że nie masz jak zadbać o roślinę. Wtedy szkoda, bardzo szkoda trzech rzeczy – bambusa, pieniędzy i Twojego humoru. Stanowisko ma znaczenie – nie tylko dla bambusów.
  3. Dobierz roślinę do warunków. Nie smuć się, że nie możesz posadzić rododendronów, bo ziemia w Twoim ogródku jest sucha i piaszczysta. Podziwiaj je gdzie możesz (na przykład w parku przy zamku w Mosznej!), a dla siebie znajdź inne piękne rośliny pasujące do tego miejsca. W myśl hasła “challenge accepted”.

Jeśli będziemy o tym pamiętać, uprawa roślin czy to w ogródku czy w doniczkach stanie się o tyle przyjemniejsza! A teraz, skoro ja już się przyznałam, może podzielicie się swoimi ogrodniczymi wpadkami? Będzie mi raźniej! 😉

Sylwia Hennek

blogerka, miłośniczka palm, bambusów i czekolady. Te trzy rzeczy widzi wszędzie - oglądając "Ojca chrzestnego", podróżując po Bałkanach czy spacerując po krakowskim rynku. Rośliny i czekolada to dla niej sposób na znalezienie chwili oddechu w pędzącym świecie.