Przyznam, że do zakupu tej książki skusiła mnie okładka. Jestem przekonana, że nie tylko ja tak mam! Piękna okładka przyciąga wzrok, a jeśli do tego tytuł jest intrygujący… Trudno się powstrzymać. Czy było warto i czy mogę ją polecić?  Czytaj dalej!

 

Rośliny nas ocalą

Książkę ‘Rośliny nas ocalą’ możesz kupić tu

 

Książkę ‘Rośliny nas ocalą’ Miriam Borovich czyta się bardzo szybko. Podzielona jest na krótkie rozdziały poświęcone konkretnym gatunkom roślin, po które możemy sięgnąć, zamiast iść do apteki po kolejną pigułkę. Przyznam, że najbardziej wciągnął mnie wstęp. Autorka przytacza wiele ciekawych spostrzeżeń czy badań, pokazując, jak bardzo przemysł farmaceutyczny się rozwija i jak bardzo skupiony jest na zysku. To bardzo ciekawe i choćby dlatego cieszę się, że na tę książkę trafiłam.

 

Na przykład autorka podaje, że branża farmaceutyczna to jedna z najbogatszych branż, bogatsza nawet niż branża nowych technologii. Z każdego dolara, jaki taka firma zainwestowała w produkcję leków, zyskuje tysiąc dolarów… zysku. Takim firmom bardziej opłaca się też inwestować w produkcję leków na ‘zwykłe bolączki’ – bo jest na nie o wiele większy rynek zbytu. Zaznaczyłam sobie taki cytat:

 

“Głównym celem jest zwiększenie sprzedaży. Wówczas do gry włączają się działy marketingu, które zakładają, że sprzedaż musi być adekwatna do tego, co konsument uzna za dbanie o własne zdrowie. Jeżeli nie jest chory, niech mu się zacznie tak wydawać, jeśli mu się nie wydaje, niech zacznie to podejrzewać, a jeśli nadal stawia opór, to niech przynajmniej boi się zachowywać”.

 

To naprawdę ciekawe, szczególnie kiedy słyszy się, że szczepionki pojawiają się tak szybko, że trudno być pewnym co do ich działania, czy skutków ubocznych. Ale ja nie o tym… 🙂

 

Co do zawartości… mam mieszane uczucia, już tłumaczę dlaczego! Z jednej strony dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy, choćby tego, że waleriana to kozłek lekarski, mięta zwiększa potliwość i dzięki temu obniża gorączkę, a kurkuma to przyprawa – cud, i działa jak ibuprofen i aspiryna, ma też pozytywny wpływ na ponad 100 procesów fizjologicznych. Jak napisała autorka we wstępie, książka ma pomóc w zorganizowaniu sobie roślinnej apteczki złożonej z 15 gatunków, które pomagają na najczęstsze dolegliwości. Można poznać wiele ciekawych zastosowań, o których wcześniej nie wiedziałam, acz bardzo często podkreślane jest, by zwrócić się do lekarza po informacje, jak daną roślinę stosować. Jak najbardziej rozumiem zabezpieczanie się przed skutkami ubocznymi wynikającymi ze stosowania złej dawki, mieszania z innymi roślinami, które mieszane być nie powinny, czy też z lekami, przyznam, że trochę mnie to zniechęciło.

Ziołolecznictwo wydało mi się trudne i ryzykowne, na pewno czasochłonne, jeśli chodzi o upewnienie się co do stosowania. No ale z drugiej strony… Właśnie, o tym też czytamy we wstępie. Z drugiej strony wszystko chcemy mieć szybko i na już, dlatego tabletki od bólu głowy są tak popularne, mimo że też są niebezpieczne. Tutaj także powinniśmy się dowiedzieć jak stosować, a często jest po prostu tak, że kupujemy zachęceni reklamą i bierzemy, nie myśląc o długofalowych skutkach, oczekując szybkiego pozbycia się bólu. Miriam podkreśla, że choć rośliny nie mają takiego tempa działania, jednak działają długofalowo.

Czy rośliny nas ocalą?

Myślę, że książka zyskałaby, gdyby jako główny tytuł pozostawiono dosłowne tłumaczenie tego oryginalnego. ‘Rośliny nas ocalą’ czytałam zaraz po ‘Mądrości i cudach świata roślin’ Jane Goodall, i do tej drugiej lektury hasło ‘ocalenie’ o wiele bardziej by moim zdaniem pasowało. Goodal bowiem pisze o szeroko pojętym ratowaniu roślin, planety i zrównoważonym korzystaniu z nich. Tytuł książki Miriam Borovich tłumaczony z oryginału to to, co jest na okładce dopisane małą czcionką, czyli… ’15 roślin leczniczych, które zrujnowałyby firmy farmaceutyczne’. Prawda, że trochę zmienia się akcentowany temat? 🙂

 

Recenzja: Mądrość i cuda świata roślin – Jane Goodall

 

Czy zatem polecam? Tak, bo pomoże trochę poszerzyć horyzonty i obudzić czujność, kiedy następnym razem będziemy chcieli sięgnąć po tabletkę. Czasem, zamiast pędzić do apteki, może warto sobie zrobić wolne popołudnie i posłuchać swojego ciała.

🌿 Sprawdź recenzje innych książek z roślinami w tle.

 

Sylwia Hennek

blogerka, miłośniczka palm, bambusów i czekolady. Te trzy rzeczy widzi wszędzie - oglądając "Ojca chrzestnego", podróżując po Bałkanach czy spacerując po krakowskim rynku. Rośliny i czekolada to dla niej sposób na znalezienie chwili oddechu w pędzącym świecie.